angielska rezydencja

chciałabym dziś przybliżyć ewenementy tudzież ciekawostki, które znależć można w typowo angielskim domu lub mieszkaniu.

już tuż na samym wejściu nie da się przeoczyć “karpitów” czyli dywanów a w sumie wykładzin. pokrywają podłogi w korytarzu, w przedpokoju, w przedsionku, na schodach, w pokoju dziennym, w sypialni, czasami nawet w łazience – są dosłownie wszędzie. obecność ich nie może więc dziwić także w pubach i restauracjach. to taka angielska rzecz.

chcąc skorzystać z toalety w zakłopotanie może wpędzić włącznik światła. no bo gdzie jest pstryczek? na próżno go szukać. w wielu angielskich domostwach, światło w łazience jest na sznurek. wchodząc więc do łazienki dynda on sobie frywolnie (czasami z finezyjnym uchwytem na samym końcu), pociągając nastaje światłość (lub ciemność – przy wyjściu). to taka angielska rzecz.

kolejnym wyzwaniem może okazać się prosta czynność mycia rąk, nie w zimnej ani nie w gorącej, lecz w letniej wodzie. no trzeba znaleźć swój własny na to patent i technikę ;-), gdyż w umywalce znajdują sie dwa krany – osobny z wodą ciepłą i zimną. to taka angielska rzecz.

światło na sznurek i dwa krany jestem w stanie przeżyc. uważam to nawet za pocieszne. natomiast zapomnieć muszę o szuszeniu włosów czy używaniu prostownicy przed dużym i wygodnym lustrem w łazience, gdyż na próżno szukać tam kontaktu… to taka angielska rzecz.

kolejnych odkryć dokonać można w kuchni. pralka obok zlewu. czasami zabudowana i schowana w szafce kiedy indziej jedynie przykryta blatem. ale w kuchni. to taka angielska rzecz.

w angielskich domach szalenie popularne jest tzw. konserwatorium. letni pokoj z oszklonymi ścianami i dachem z widokiem na ogród. wspaniała opcja na letnie wieczory z pięknymi zachodami słońca… to taka angielska rzecz.

ponieważ moją bazą jest mieszkanie zadowolić się muszę oknami, które tez potrafią zaskoczyć. angielskie okna otwierają się na zewnątrz. czy to dobrze czy źle? nie wiem. szczególnie mi to nie przeszkadza, jednak rzuciło mi się w oczy. i teraz coś co jest przeurocze “okno królewny” (princess window). posiadam jedno w mieszkaniu i je uwielbiam. i ze wzgledu na nazwę, i z wyglądu i dzięki przestrzeni na parapecia, którą można wykorzystać na wszelakie sposoby. to taka angielska rzecz.

to tyle na obceną chwilę. jeśli nieroztropnie o czymś wartym wspomnienia zapomniałam, zapraszam do pozostawienia komentarzy ;-)

Advertisements

7 thoughts on “angielska rezydencja

  1. W mojej tureckiej łazience też nie ma kontaktu, co mnie doprowadza do szewskiej pasji! Ale i tak światło “na sznurek” jest lepsze ;)

    1. dee4di dlatego czasami fajnie jest spojrzec na to co dookola tak zupelnie swiezo. balam sie ponadto ze juz wkrotce o wszystkim tym zapomne. chciaz mysze przyznac ze te pstyczki na sznurek caly czas wzbudzaja moj podziw :)

      1. Robię remont domu i żadnych sznurków nie będzie Haha ale masz racje. Najbardziej nie znoszę dywanów w łazience

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s